Osiedle Zacisze w warszawskiej dzielnicy Targówek
Blog > Komentarze do wpisu
Prof. Jan Kieniewicz o Zaciszu cz.2
2008.02.25-kieniewicz-1
Prof. Jan Kieniewicz – spotkanie w Domu Kultury, kwiecień 1990


Wyjątkowy czas w historii Zacisza zaczął się z mojej perspektywy na wiosnę 1989 roku - w maju wróciłem po roku ze Stanów, a tutaj zaczynała się po Okrągłym Stole kampania wyborcza - a skończył na wiosnę 1990 roku, gdy doszło do pierwszych wolnych wyborów samorządowych. To był taki rok, który dla Zacisza był niezwykły, długo by można o tym opowiadać. Ktoś może kiedyś podejmie zadanie rekonstrukcji tego epizodu z samorządem. Dla mnie osobiście to jest kawał życia. Jesienią 1989 roku - kiedy gospodarka nie była jeszcze uwolniona, jeszcze nikomu żadne bazarki w głowie nie były - gdzieś w okolicy Jórskiego, prawdopodobnie po jakiejś wyprawie po mięso - spotkało się trzech mieszkańców Zacisza: ja, Jerzy Zelnik i Maciej Zembaty. Doszliśmy do wniosku, że coś trzeba zrobić lokalnie. Zorganizowaliśmy Komitet Obywatelski. Chciałem podkreślić, że Komitet był przedsięwzięciem integracyjnym tzn. łączył ludzi z typowo inteligenckich ośrodków 'domkowych' - z wykluczeniem części 'domków' powstających między nami a kanałkiem, które czemuś uznawaliśmy za wrogie, nomenklaturowe - z ludźmi ze starego Zacisza. Integracja oparła się znowu na zasadzie rozmaitych prywatnych stosunków ludzi ze sobą, jakiś uczestnictw w działaniach parafialnych, ale myśl zasadniczo była całkowicie demokratyczna. Komitet Obywatelski powstał w postaci zgłoszenia, akcesu. Nikt nikogo nie zapraszał ani nie kierował, ani nie przyjmował. Tych trzech panów miało dość horrendalny pomysł, że Komitet powstanie jako całkowicie oddolna, całkowicie apolityczna inicjatywa mieszkańców. Stało się to w ten sposób, że rozpropagowano szeroko, że w danym dniu spotykamy się w Domu Kultury i każdy, kto przyszedł na zebranie wchodził do Komitetu. Niektórzy ludzie dołączyli do Komitetu później drogą kooptacji, ale pierwszy zrąb KO był taki, że kto przyszedł, to wchodził w jego skład. Nikt z nas nikogo nie sprawdzał. Muszę powiedzieć, że był to dość wariacki pomysł na budowę struktury samorządowej. Ludzie sobie chyba wysoko cenili ten Komitet i uczestnictwo w tym pierwszym zespole uchodzi chyba, tak mi się wydaję, za zaciszańską nobilitację. Komitet zainstalował się z czasem w domu Andrzeja Kobla, zorganizowaliśmy kserokopiarkę, która pracowała jak szalona drukując gazetę Komitetu.
2008.02.25
Pierwszy numer pisma “Zacisze” z 25 lutego 1990 roku

str. 1, str. 2, str. 3, str. 4.

Kolega Szypiński zrobił nam wkrótce wspaniałą winietę. 2008.02.25-zacisze
Pomysły, które wtedy były lansowane, niektóre do dziś się nie spełniły. Istotą było to, a jest w tym znaczne moje autorstwo, że stworzymy miasteczko Zacisze. Chcieliśmy zbudować oddolną strukturę administracyjną, mieć własny samorząd, uzyskać dla takiej małej jednostki status samorządowy na poziomie gminy. Chcieliśmy mieć własny system administracyjny, inwestycyjny, który byłby pod kontrolą mieszkańców. Nasza koncepcja była oczywiście utopijna. Wychodziła z założenia, że to, iż ludzie zamieszkali na jednym terytorium, którzy mają szereg rzeczy do załatwienia razem, będzie wystarczającą siłą powstrzymującą ich przed walką o władzę. Wydawało nam się, że mogą współpracować ze sobą w imię lokalnych spraw zwolennicy i Wałęsy i Mazowieckiego oraz ci, którzy o jednym i drugim nie byli dobrego zdania. Po paru latach widać, że Zacisze jest dość równo podzielone politycznie, co się okazuje w wynikach kolejnych wyborów. Nam się wydawało, że interes lokalny może wziąć górę i że dla tego interesu lokalnego ludzie będą pracować bez pieniędzy, tak jak my działaliśmy w Komitecie, który funkcjonował na zasadzie zrzutek.

Nie wzięliśmy pod uwagę inercji. Komitet składał się z kilkudziesięciu osób, z czego aktywnych i dyspozycyjnych było kilkanaście, a przecież tutaj mieszka kilkanaście tysięcy ludzi. Wielu było gotowych przyjść i zagłosować, ale nie doceniałem tego, co widać dzisiaj, że znaczna część mieszkańców Zacisza nie jest gotowa do tego, aby - jak to się wtedy mówiło - wziąć sprawy we własne ręce. Odpowiedzialność jest rzeczą niebywale ciężką, a myśmy wtedy w Komitecie lansowali taką myśl, że stworzymy taką samorządną enklawę i będziemy odpowiadać za wszystko, co się tutaj dzieje. Chcesz mieć czysto, elegancko, przestrzennie, to zrób. Wydawało nam się, że ludzie są gotowi do aktywności, że nie ma rzeczy nie do zrobienia. Mieliśmy piękne plany: czysty kanałek nad nim bulwar spacerowy, oczywiście miała być księgarnia i bank. Kanalizacja? Proszę bardzo - skanalizujemy Zacisze w rok, tylko furczeć będzie, jeśli dadzą nam możliwość gospodarzenia się i nie będą się wtrącać. To było porywające. Ale to nie mogło się spełnić w tamtym czasie, a dziś jeszcze dalej jesteśmy od tego, ponieważ widać to, czego wtedy nie dostrzegaliśmy, że po pierwsze, znaczna część ludzi ma świadomość raczej poddańczą niż obywatelską tzn. byłaby skłonna przyjąć, że ktoś coś zrobi, ale samemu włożyć pracę i pieniądze w coś, co wychodzi poza obręb płotu to nie. Po drugie, myśmy chcieli kapitalizmu na Zaciszu. Tu były warunki. Znaczna część ludzi pracowała nie na państwowym tylko na prywatnym. Znaczna część była właścicielami, gruntu, domu, warsztatu. Część ludzi miała świadomość, czym jest kapitalizm. To ustrój, którego się nie buduje. On się rodzi. Wymaga wolności, uczciwości i pracy. Każdy odpowiada za siebie i wszyscy wiedzą, że prawdziwy sukces indywidualny prowadzi przez to, że się robi dla wszystkich. Być może, że gdyby udało nam się wprowadzić w życie nasze projekty, to część naszych zaciszańskich przedsiębiorców nie byłaby w latach 90-tych nostalgiczna w stosunku do przeszłości. Nie doceniłem inercji i tego, że w Polsce kapitalizm będzie się rodził z tak nieprawdopodobną trudnością, że coraz bardziej będziemy skrępowani przepisami. Tak na dobrą sprawę to dziś jesteśmy od kapitalizmu dalej niż w 1990 roku. Do prawdziwego kapitalizmu nam jeszcze daleko. To już nie jest socjalizm, ale złogi po nim są jeszcze wielkie - także na Zaciszu.

Inną przyczyną niepowodzenia projektu miasteczka Zacisze były sprawy formalne. Sami twórcy reformy samorządowej, m.in. prof. Regulski, z którym na ten temat wielokrotnie rozmawiałem, nie mieli większych zastrzeżeń. Proszę sobie wyobrazić, że Zacisze na pełnych prawach było wtedy członkiem Związku Miast Polskich i nasze pomysły były na tym forum odbierane z podziwem i zrozumieniem. Natomiast Warszawa jako organizm miejski była kategorycznie przeciwna. O tym, aby powstały małe gminy Bródno, Zacisze, Targówek, nie chciano słyszeć. To wynikło z ustroju stolicy, z koncepcji, że Warszawa musi pozostać scentralizowaną aglomeracją. Pomysł wyodrębnienia Zacisza z reszty Warszawy nie mógł się udać, ponieważ w tamtych czasach był to teren, który wpłacał do kasy miasta dużo podatków. Nasz pomysł był taki: my płacimy podatki, oczywiście oddajemy część do miasta, na infrastrukturę, ale resztę, większość zaczniemy inwestować w Zacisze, które do dziś jest horrendalnie niedoinwestowanie. Tu ciągle jest tak, że trzeba wyszarpywać każdy kawałek ulicy, wodociągu, dlatego że w obrębie gminy czy dzielnicy Targówek jesteśmy mali.

Wiosną 1990 wzięliśmy jako Komitet udział w wyborach samorządowych wystawiając kandydatów do Rady Dzielnicy Praga-Północ. Maj i czerwiec to był szczyt rozwoju Komitetu a równocześnie jego koniec. Po pierwsze, okazało się, że "Solidarność" ma zamiar wygrać te wybory samorządowe i ostro się do tego przygotowuje w stylu, który nam się wydał typowo komunistycznym. Byłem tylko na jednym spotkaniu przedwyborczym aktywu i nie spodobało mi się ustalanie kandydatur, a nawet ustalanie, kto weźmie, jakie stanowisko. Tu naturalnie działały struktury dużych zakładów pracy. Było to zupełnie wbrew sposobowi, w jaki my działaliśmy, całkowicie poza polityką, całkowicie poza ideologią i bez zaglądania ludziom w papiery. Oderwaliśmy się i weszliśmy w konflikt z "Solidarnością". Odebrali nam prawo do posługiwania się znaczkiem. To był wielki czas Zacisza. Całkowicie spontanicznie i oddolnie zorganizowaliśmy kampanię. Ksiądz proboszcz wypożyczył megafon, który wcześniej służył na pielgrzymkach. Jeździliśmy samochodem Zelnika i panowie aktorzy wykrzykiwali hasła. Były mityngi, festyn z nagrodami, Wojciech Młynarski śpiewał dla nas w Domu Kultury. Działo się mnóstwo różnych akcji. Do Rady weszli w cuglach wszyscy nasi kandydaci: Waldemar Chmielewski, który potem został przewodniczącym Rady, Andrzej Kobel, później burmistrz Targówka i Teresa Kłębkowska. Na Pradze Północ władzę objęły zblokowane Komitety Obywatelskie z Targówka, Zacisza i Bródna a nie "Solidarność". Traktuję jako jedno z osiągnięć osobistych, że zwyciężyły środowiska, które autentycznie chciały wdrażać prawdziwą samorządność.

Zaraz po wyborach doszło do ostrego konfliktu już na najwyższym szczeblu ogólnokrajowym, do tzw. wojny na górze, w której poszło o to, kto opanuje Komitety Obywatelskie, które tak jak na Zaciszu oddolnie powstały w całej Polsce. W tej walce komitety padły, cały ruch samorządowy w drugiej połowie 1990 roku poległ. Jesienią 1990 roku rozwiązałem Komitet, oczywiście za zgodą wszystkich członków. Przekonałem ich, że to, co zamierzaliśmy robić nie jest możliwe, nikt nam na to nie pozwoli i w związku z tym lepiej żeby go nie było niż miałby się stać przybudówką jakiejś politycznej działalności dla kogokolwiek.
2008.02.25-kieniewicz-4
Drugi mój etap życie na Zaciszu rozpoczął się po 1994 roku, kiedy wróciłem po zakończeniu mojej misji w Hiszpanii. Skończyły się ruchy społeczne, skończył się Komitet, Rada Parafialna przestała istnieć. Wszystko się poprzekręcało. Zacisze to było już zupełnie innym miejscem. Jak patrzę na te ostatnie kilkanaście lat, to muszę przyznać, że jednak się poprawia, choć są ciągle miejsca, które przypominają skansen. Mam tu przede wszystkim na myśli okolice pętli, te puste parcele… Ale nie powinno się narzekać. W latach dziewięćdziesiątych kontynuowały prace różne grupy skupione czy to przy Radzie Osiedla, czy przy Fundacji. Ukazywała się gazeta, którą z czasem wyprowadził na ustabilizowane szlaki Zbigniew Poczesny. Gazeta zrobiła wiele dla udokumentowania przeszłości Zacisza i dania świadectwa teraźniejszości. Na moim osiedlu zawiązała się spółdzielnia, która przez kilkanaście lat zabiegała o przekształcenie nas we właścicieli. Dziś proces ten mam nadzieję dobiega końca. Wokół rośnie coraz ładniej, choć i coraz gęściej. Zabudowa pozostaje chaotyczna, ale to cały urok Zacisza. Jeszcze nie skończona kanalizacja i asfaltowanie ulic. Budki telefoniczne właściwie straciły rację bytu. Zwyczaj prowadzenia pogwarek na rogach i w niektórych punktach o magicznej sile przyciągania pozostał. Zamiast jednej mamy trzy parafie. Jest urząd pocztowy, dwa oddziały bankowe. Nadal też są ludzie, z którymi zaczynałem swoje zaciszańskie życie przed ćwierćwieczem. Jesteśmy oczywiście o tyleż starsi. Może też i o tyleż mądrzejsi. Nie wątpię, że kolejne pokolenia Zaciszan będą miały wiele do zrobienia wokół nas i dla nas.

/wysłuchał i spisał Marcin Gałązka/

-----
Jan Kieniewicz
(urodzony 1938 r.), historyk, badacz dziejów nowożytnych i najnowszych, historii Indii, Hiszpanii, ekspansji europejskiej i dziejów porównawczych polsko-hiszpańskich. Profesor zwyczajny w Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1986-1990 przewodniczący Rady Parafialnej na Zaciszu, od jesieni 1989 do jesieni 1990 przewodniczący Komitetu Obywatelskiego na Zaciszu, w latach 1990-1994 ambasador RP w Madrycie.
środa, 27 lutego 2008, margala

Polecane wpisy

  • Zacisze na starych mapach

    Tutaj będą sukcesywnie pojawiać się archiwalne mapy i plany przedstawiające teren obecnego Zacisza oraz jego najbliższych okolic. Mapa „Okolice Warszawy w

  • Zaciszański Fort Lewicpol

    Niewielu Zaciszan wie, że w ostępach Lasu Bródnowskiego kryją się relikty bardzo ciekawego zabytku – XIX wiecznego carskiego fortu. Skąd forty w Warszawie

  • Kondratowicza 1973 r.

    Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy powyższe zdjęcie, które otrzymałem od Gajowego771 i dzięki jego uprzejmości mogę tu zamieścić, musiałem długo zastanawiać się ,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/05/22 13:40:07
No aż chyba muszę się tam wybrać :) Może leczenie otyłosci przyszło by mi przy okazji jakoś łatwiej :( bo na chwilę obecną efektów brak :/
-
2014/09/11 10:20:48
Szczerze, to logo w obrazka jest wybitne, znam się trochę na tym i oddanie trójwymiarowości oraz poziom kreatywności jest niebywale wysoki. Ciekawe jak musiałaby wzrosnąć cena złota by stać mnie było na zakup tego rękorysu.